Blog BazaTelefonów.pl
 

Google ma mapę naszych tajemnic

Inne 2010-09-23 09:25

Firma Google mogła wejść w posiadanie naszych e-maili i zdjęć, a także dowiedzieć się, jakie strony oglądamy w internecie. Bo kiedy robiła zdjęcia do Google Street View, ściągała dane z niezabezpieczonych sieci bezprzewodowych

Miliony internautów codziennie "wędruje" po świecie za pomocą Google Maps. Oglądają zarysy kontynentów, plany miast, ale też własny dom, ogródek sąsiada czy plażę na drugim krańcu Ziemi. Google oferuje też Street View - usługę, która pozwala na oglądanie panoramicznych zdjęć np. wybranej ulicy, placu czy budynku.

Google rozpoczęło tworzenie bazy zdjęć do Street View w 2006 r., fotografując miasta USA. W ubiegłym roku przyszła kolej na Warszawę i Kraków. Po Polsce jeździły samochody ze specjalną aparaturą zamontowaną na dachach. Ale nagle akcję przerwano. Powód?

- Aparatura przechwytywała dane przesyłane przez internautów, którzy wcześniej nie zabezpieczyli internetowych sieci bezprzewodowych hasłem - informuje Marta Jóźwiak z Google Polska. Według ekspertów, firma mogła w ten sposób ściągać adresy stron odwiedzanych przez użytkownika, a nawet treść ich e-maili łącznie z załączanymi zdjęciami.

Firma skontaktowała się z Generalnym Inspektoratem Ochrony Danych Osobowych z pytaniem, co zrobić z danymi, które udało jej się zdobyć. - Użyjemy wszelkich dostępnych w prawie środków, by wyjaśnić, jakiego rodzaju dane i w jaki sposób przetwarzał w Polsce Google - mówiła Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzeczniczka GIODO w maju, kiedy afera wyszła na jaw.

Dowiedzieliśmy się, że do GIODO wpłynęły skargi od użytkowników internetu, którzy korzystali z bezprzewodowego dostępu do sieci w czasie, gdy Google ściągał dane. Teraz boją się, że ich prywatna oraz służbowa korespondencja mogła trafić w niepowołane ręce.

Co więc stanie się z pozyskanymi przez koncern danymi? Rzeczniczka GIODO była nieuchwytna, jednak zgodnie z polskim prawem, Google nie może nikomu tych informacji ujawnić. GIODO może natomiast zażądać przekazania tych informacji, by je zniszczyć. Tak stało się m.in. w Niemczech i Francji, gdzie Google, robiąc zdjęcia uliczne, również zdobyło prywatne dane internautów.

Z kolei w Czechach tamtejszy urząd chroniący dane osobowe zakazał Google fotografowania. Nie uzyskał dowodów, że widoczne na zdjęciach twarze, tablice rejestracyjne czy nazwiska mieszkańców na domofonach w bazie danych zostały zamazane (Google Polska zapewnia, że u nas tak). Po skargach organizacji konsumenckich podobne kroki podjęła amerykańska Federalna Komisja Handlu.

Sergey Brin, współzałożyciel Google przyznał, że jego firma popełniła błąd. - Pozwólcie mi tylko powiedzieć, że spieprzyliśmy sprawę - powiedział Brin.

Dla "Metra"
Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon, która zajmuje się technologiami pozwalającymi tworzyć bazy danych
Nie byłoby problemu, gdyby chodziło o zdjęcia robione na ulicach miast przez zwykłego Kowalskiego, albo gdyby bazę takich zdjęć robiła jakaś tam firma. W takich przypadkach nie ma mowy o tym, że np. twarze ludzi, numery rejestracyjne aut czy okna kamienic widoczne na zdjęciach mogłyby podlegać ochronie, bo nie byłyby danymi osobowymi. Takimi danymi są bowiem informacje o nas, które ktoś mógłby przypisać konkretnej osobie. Ale bazę zdjęć robi Google, firma, która jest w posiadaniu wyjątkowej ilości różnych informacji zbieranych o nas podczas naszych wędrówek w sieci. Mogłaby np. łączyć numery rejestracji z konkretnymi internautami, a nawet ich twarzami na zdjęciach, bo ma zaawansowane systemy rozpoznawania twarzy. I to jest niebezpieczne.

Źródło: Dziennik Metro

Wojtek Konopa, wyświetlono 3474 razy.

Dodaj do: Wykop BLIP Flaker Facebook Twitter

Nie wklejaj HTML ani BB Code. Adresy IP są rejestrowane. Maksymalnie 1500 znaków.

Szukaj
Subskrybuj:
RSSAtom

Kategorie

Chmura tagów

Archiwum