Blog BazaTelefonów.pl
 

Finał Spothuntera już w sobotę

Aplikacje, Inne 2012-10-18 08:17

W najbliższą sobotę, 20 października br., odbędzie się w Poznaniu finał pierwszej mobilnej gry miejskiej SpotHunter. Do gry weszło już blisko tysiąc osób, które przebyły w niej w ciągu 16 dni łącznie ponad 6 tys. km. Na zwycięzcę w finale czeka iPhone 5.

Rywalizacja podczas pierwszej w Polsce mobilnej gry miejskiej typu real-time – SpotHunter – trwa. Emocje sięgają zenitu. Jak śmieją się gracze zabranie wirtualnego przedmiotu w trakcie gry można chyba porównać do emocji, które towarzyszą… napadowi na bank.  –  Do uczestnictwa zachęciła mnie przede wszystkim nietypowa forma gry– opowiada Maciek Adamczewski, student ostatniego roku UE, który ostatni rok spędził na podróżach po górach na świecie. – Co mi się w niej podoba? Możliwość interakcji z uczestnikami czy mina zawodnika, który wyskakuje z krzaków z telefonem – przejmuje zdalnie nagrodę z odległości 50 metrów i ucieka. To jest prawdziwa gra, w której bierzemy udział, a nie jakieś losowanie. Nie wystarczy sięgnąć po telefon – trzeba z nim wyjść z domu – tłumaczy Maciek i dodaje - To gra w moim mieście, organizowana dla poznaniaków. Możliwość obmyślania strategii, studiowanie mapy, uczestnictwo w pościgu daje ogromną frajdę i możliwości. Sam osobiście przebiegłem pół miasta, zwiedziłem parki, o których dowiadywałem się z mapy - przyznaje.

SpotHunter to jedna z pierwszych gier na świecie, która łączy walkę o nagrody w świecie wirtualnym z aktywnością w przestrzeni miejskiej. Już w najbliższą sobotę, 20 października, uczestnicy zabawy będą mieli szansę na zdobycie głównych nagród. – O godzinie 22.30 do wygrania będzie tablet. Kilkadziesiąt minut później, punkt 24.00, nagrodę główną, czyli iPhone 5 upoluje zwycięzca -mówi Kinga Podraza-Myszkowska z INEA, zachęcająca do wspólnej zabawy mieszkańców Poznania, który jeszcze nie dołączyli do nocnych polowań.

Co zrobić, aby wygrać? Oprócz smartfona albo tabletu, warto wyposażyć się również w niezawodny plan. – Jak pokazuje doświadczenie uczestników poprzednich edycji… dobrze jest szybko się przemieszczać – biegać, jeździć na rowerze czy samochodem i namówić jak największą liczbę znajomych do współpracy – podpowiadają organizatorzy.

Więcej informacji na temat gry znaleźć można na profilu www.facebook.com/INEA . Podgląd przebiegu akcji dostępny jest na stronie: www.inea.pl/spothunter. Użytkownik, aby stać się graczem powinien ściągnąć darmową aplikację INEA SpotHunter z internetowych sklepów AppStore lub Google Play.

Sceny z pola bitwy – SpotHunter, czyli dlaczego poznaniacy ganiają się po mieście

Wszystko zaczęło się od linka do strony www przesłanego pomiędzy znajomymi. Nie minęło kilka chwil i zasady mobilnej gry miejskiej były jasne. Co robić? Szybkie spojrzenie na mapę. Przejecie nagrody za pomocą telefonu. Powrót w tryumfie. Zwycięstwo trwa jednak tylko chwilę. Tego dnia do zakończenia rozgrywki pozostało 13 godzin. To za długo by móc świętować…ale mobilna gra miejska na ulicach Poznania trwa aż do21 października.

Gdy część poznaniaków spędza wieczór w domu, inni, pomimo październikowych chłodów, ganiają się po ulicach miasta. Po co?Przyczyną jest mobilna gra miejska SpotHunter. W nocnych i wieczornych polowaniach udział biorą piesi, rowerzyści, kierowcy skuterów i samochodów. O tym, jak ważna w tym wszystkim jest zabawa i towarzyszące jej emocje opowiadają sami poznaniacy, których do udziału w nietypowej grze zachęca ciekawość i chęć zmierzenia się z innymi. – Zasada jest prosta. Ściągasz aplikacje, logujesz się do gry i jesteś graczem a jednocześnie konkurencją dla innych uczestników, którzy jak ty, chcą przejąć nagrodę–mówi Kinga Podraza-Myszkowska z INEA, organizatora zabawy. Jeszcze większe zainteresowanie ma wywołać pojawienie się w grze iPhona 5 podczas finałowej rozgrywki, czyli 20 października.

Nocne zabawy w kotka i myszkę

Jak twierdzą sami uczestnicy - chodzi o coś więcej, niż o wygranie gadżetu czy tableta, choć właściwie od tego się zaczyna. Chodzi o uczucia, które towarzyszą ich przejęciu. – Potem gra już sama wciąga – jednym głosem twierdzą uczestnicy.Ważna jest atmosfera pościgu, ale i efekt zaskoczenia. Znaczenia nie ma godzina i miejsce. Chodzi o coś innego – o dzianie się tu i teraz, o interakcję, o „fun”. Ograć możecię przypadkowy przechodzień, nadjeżdżający rowerzysta – prawie każdy. Nie pozostaje nic innego jak uciekać i po prostu nie dać się złapać. Emocję potrafią siegnąć zenitu, do tego stopnia by zainteresować patrolującą miasto policję.

Rafał Piechocki, który właśnie skończył studia na jednej z poznańskich uczelni i kilka dni temu rozpoczął pracę, o mobilnej grze miejskiej dowiedział się na samym jej początku. Podczas nocnego pościgu nie był sam. Jego działanie wspierała przyjaciółka Dagmara oraz brat Daniel. Czwarty członek zwycięskiego teamu nadzorował akcję z domowego centrum dowodzenia, informując telefonicznie o zmianach na aktualizowanej mapie gry.

W posiadaniu nagrody nie znajdował się za długo. Inny uczestnik podjechał bezpośrednio pod jego dom. Przejął trofeum. Nadszarpnięta w momencie przejęcia ambicja Rafała dała o sobie znać. Co robić? Opracować niezawodny plan. Trzeba dobrze kombinować, odejść od ekranu komputera, wyjść na zewnątrz, co więcej - zaangażować znajomych i ich również zarazić bakcylem gry. Szansę rosną, może się udać.Opracowanie „oryginalnej strategii” Rafałowi ponoć nie zajęło dużo czasu. Co jednak, jeśli na genialny plan wpadło już 200 innych osób?– Trzeba mieć oczy dookoła głowy, nieustannie śledzić czas i postępowanie innych zawodników, zwłaszcza podczas finałowej rozgrywki– komentuje Rafał.W takiej sytuacji przydaje się większa liczba rąk do pomocy. Rafał cieszy się, że wszedł do gry –rozgrywka zakończyła się dla niego sukcesem.

Uzależnieni od wrażeń gotowi na zaciętą walkę

Franek Graf  o grze dowiedział się od siostry, która "upuściła" tablet w jednym z trudniej dostępnych miejsc i wytłumaczyła mu, jak ma go przejąć. –Trochę jeszcze doczytałem na inea.pl/spothunter, o co chodzi w tej zabawie–wspomina Franek, który na co dzień studiuje informatykę i tego typu gra jest dla niego połączeniem tego co przyjemne z pożytecznym. Franek nie lubi się nudzić.Aktywnie spędza czas. Jeśli nie skacze ze spadochronem, można spotkać go winnych miejscach, w których inni bywalcy uzależnieni są od wysokiego stężenia adrenaliny. Jak twierdzi uwielbia rywalizację -Sądziłem, że po prostu wygram ten tablet. Mieliśmy dobrą ekipę, ale zgubiłem moich kolegów. Misterny plan..Zapewne każdy miał podobny – mówi Franek. Na wszelki wypadek w bagażniku jednego z samochodów mieli rower. Jeśli uciekać to na wszystkie możliwe sposoby. Liczy się zwycięstwo.- Interesowała mnie tylko rywalizacja – podsumowuje Franek. Nie "chwytał" innych nagród z mapy, bo byłoby to zbyt proste. Jeśli grać to o najwyższą stawkę. -Wybiegłem z kumplem do parku przy Mariackiej. Biegłem w ciemnościach i jak mnie coś w nogę zdzieliło nagle... Korzeń? Kamień? Strach przed oczami, gleba, piasek w ustach, tablet stracony... I z powrotem do auta, walka do końca – wspomina pamiętną noc pierwszej rozgrywki Spothuntera Franek.

Wojna podjazdowa

– Moja propozycja, wsadzić telefon do wodoszczelnego woreczka, przyczepić do niego linkę i wrzucić na środek Malty. Chętny po nagrodę będzie musiał zanurkować – pisze Andrzej Kaczkowski na portalu społecznościowym facebook.com/inea.To głównie tam zawodnicy wymieniają się opiniami, komentują i wspólnie analizują kolejne rozgrywki i wspominają ich przebieg. –W momencie kiedy przejąłem tablet, uznałem, że muszę kierować się do parku.Trochę pobłądziłem i wyskakując z krzaków, skacząc przez płot… nadziałem się na policjantów! Masa pytań i pełna kontrola osobista –pisze na tablicy jeden z uczestników. Piętnastominutowe spotkanie z przedstawicielami władzy zabrało co prawdę szansę na wygraną, jednak niezapomniane wspomnienia i dreszcz emocji pozostały do dziś.

–  Do uczestnictwa zachęciła mnie przede wszystkim nietypowa forma – opowiada Maciek Adamczewski, student ostatniego roku UE, który ostatni rok spędził na podróżach po górach na świecie. Maciek - nie gram w Lotto, nie wysyłam sms-ów konkursowych, nie uzupełniam ankiet. Woli czytelne zasady, gdzie każdy ma równe szanse – to właśnie oferuje SpotHunter.– Możliwość interakcji z uczestnikami, skupienie ludzi, którzy jeżdżą samochodami po osiedlu z telefonami. Mina zawodnika, który wyskakuje z krzaków z telefonem – przejmuje i ucieka. To jest prawdziwa gra, w której bierzemy udział, a nie jakieś losowanie. Nie wystarczy sięgnąć po telefon – trzeba z nim wyjść z domu – tłumaczy Maciek i dodaje - To gra w moim mieście, organizowana dla poznaniaków. Możliwość obmyślania strategii, studiowanie mapy, uczestnictwo w pościgu daje ogromną frajdę i możliwości. Sam osobiście przebiegłem pół miasta, zwiedziłem parki, o których dowiadywałem się z mapy- przyznaje.

I po co to wszystko?

W przeciwieństwie do wielu drużyna Maćka była jednoosobowa. Plan też nie był najgorszy: przede wszystkim dobrze się bawić.Piesza ucieczka przez zmotoryzowanymi konkurentami była nie tylko wielkim wyzwaniem, ale także emocjonującym przeżyciem.Jak śmieją się gracze zabranie wirtualnego przedmiotu w trakcie gry można chyba porównać do emocji, które towarzyszą…napadowi na bank. Spragnieni mocnych wrażeń mogą dołączyć do zabawy jeszcze do 21 października.

Źródło: Inea

Wojtek Konopa, wyświetlono 4120 razy.

Dodaj do: Wykop BLIP Flaker Facebook Twitter

Nie wklejaj HTML ani BB Code. Adresy IP są rejestrowane. Maksymalnie 1500 znaków.

Szukaj
Subskrybuj:
RSSAtom

Kategorie

Chmura tagów

Archiwum